Jakżebym chciała przyskrzynić
bajeczny zapach robinii.
Zapuszkować jak sardynki
bezpieczny zapach choinki.
Nasycam się słodką wonią nim przeminie.
Jakżebym chciała przyskrzynić
bajeczny zapach robinii.
Zapuszkować jak sardynki
bezpieczny zapach choinki.
Nasycam się słodką wonią nim przeminie.
Limeryk #
Nasze irysy to wieżowce wśród kwiatów.
Pod schodami. Bez słońca. W piachu.
Pną się wysoko na złamanie karku.
Nie ma takich w żadnym parku.
Dziedzictwo pani Lusi wymaga wiwatów.
Limeryk #
Gdy życiowy marazm osiągnie
zenit, pożeram wzrokiem niebo zachodnie.
W zalaminowanym szybą menu:
Jowisz spod latarni, ćwiartka księżyca i pół Wenus
zza krzaka. Na talerzu nocy wyglądają godnie.
***
Inna opcja na piąty wers:
zza krzaka. Nasyciłam oczy, to i serce mniej głodne.
***
Który wariant się obroni?😴
Limeryk #
Złap tę woń. Zerwij bez!
Przecież wiem, że chcesz
mieć go w kuchni.
Poczujesz się okropnie,
gdy z ogrodów pójdzie precz.
Limeryk #
W domu wielkie zamieszanie,
tata niczego nie przeczuwa, mama też nie.
- Dżo-dżo... Dżdżownica!
Wiedzy skarbnica
stoi przed Tobą otworem, Gaju, bo pokochałaś czytanie.
Limeryk #
Pajączku albinosie, nie muskaj mnie po czole
nitkami swoich wiotkich nóg. Wolę,
abyś tak się nie afiszował
z moim wiekiem. Głowa,
choć mądrzejsza, chce epatować ciemnym kolorem.
Limeryk #
Twój blond król nie jest fircykiem.
Pionki, które mi zbiłaś, otulasz kocykiem.
Swoje prowadzisz na skraj planszy,
a gdy robię szach mat, masz plan dalszy -
pstrykasz palcami i mój goniec ucieka z krzykiem.